Z ostatniej chwili:
Nocna premiera w Warszawie

Dokładnie tak. Jest godzina 1:30 gdy piszę ten artykuł, czyli minęło więcej niż godzina, a mniej niż dwie, kiedy DarkArchon posyła wam newsa o tym jak to się miała premiera SC2 w naszym Capital City. I kapcie zrzućcie, piwo weźcie i usiądźcie (nie, to nie jest odezwa proalkoholowa), zaczynamy dla was nowy news.
26 lipca, Godzina 22:00 – Wyszedłem z domu z mieszanymi uczuciami. Nie było to spowodowane premierą samą w sobie. Bardziej w czerep mnie uwierała myśl kiedy to wreszcie skończy się zasysanie Starcrafta. Inteligencją błyskotliwą wykazałem się włączając ściąganie rano, a należało to zrobić parę dni wcześniej. Teraz serwery Blizzarda ledwo co utrzymują monstrualne ilości przesyłanych danych i efekt tego jest niemiły. Tak więc premiera za dwie godziny, a mój SC jest lata świetlne ode mnie. Szlag by to. Z samej premiery to się cieszyłem, a jakże!
Godzina 23:00 – kroki me uderzają o grunt tuż pod sklepem Ultima. „Cholera, impreza pełną gębą” – pomyślałem na widok małego sklepiku w którym to „hucznie” miała odbywać się nasza premiera. Kilku ludzi uprzedziło mnie. Tutaj jednakże wykazałem się błyskotliwością (bez ironii) i dobrzem poczynił zjawiając się sporo przed godziną zero. O ile dawał się we znaki dyskomfort stania na zimnym powietrzu, brak wywiadów, niemożność zrobienia dobrej fotografii, a także brak drinków i dziewczynek w bikini, o tyle na nudę narzekać nie musiałem. Nie, nie moi drodzy, to nie atrakcje zesłane przez organizatorów. To Siomer, we własnej osobie, ląduje ze swego Krążownika, Metrem przez niektórych zwanym.
-Mam nadzieję, że zająłeś miejsce w kolejce – wesoło powiada

-Tia, tutaj nawet kolejki nie ma – odparłem rozglądając się na boki zrezygnowany – A gdzie szaszłyki? Gdzie pieczona karkówka i moje ulubione drinki T’n'T? Gdzie u licha są te sławetne i we wszech stronach sławione, gorące, firmowe panienki?

Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

Niestety imprezy nie było. Można było  co najwyżej pogadać w dobrym towarzystwie, pomarznąć i nasycić się emocjami płynącymi ze zbliżającej się północy.
Miły gest aczkolwiek nastąpił. Organizatorzy podarowali tłumowi istne cukierki. Kody konkursowe na pierwsze oficjalne peryferie Razer do SC2. Niech no tylko skończę to pisać, to wklepię w klawiaturę mój własny. A może pani Fortuna jednak się do mnie uśmiechnie.

Godzina 23:45 – „Niech mnie ktoś pałą w ciemię strzeli” – pomyślałem – „premiera przybiera krytyczną masę, tłumy się powiększają, powstała kolejka, a ludzie za fortunę chcą sprzedawać jej pierwsze miejsca” (no dobra tutaj przesadziłem, ale oferty takie były wystawiane w rzeczywistości). Emocje działać poczęły. Tym razem bardziej z myśli, że w końcu pójdę do domu, zapcham się ciastem i popiję herbatą (co właśnie też czynię). Wszak to tylko Siomer czeka na swoją wersję kolekcjonerską. Nie czekając wyszedłem z kolejki i zrobiłem kilka zdjęć. „A bodaj by to!” – nie dokończyłem, ale kwestię skwitowałem głośnym uderzeniem w aparat. Bateria wysiadła. „To jednak nie mój dzień”

Godzina 00:00 – kwintesencja ujawniła się nam w najczystszej postaci, jako anioł lśniący, jako mara przedziwna. Szczęściem mieliśmy jedno z pierwszych miejsc w kolejce. Opłaciło się wczesne stawienie się na pozycji. I stało się! Tłum napiera do przodu, ręce falują w powietrzu, zapalniczki płoną rozświetlając niebo. Wielu wtedy żałowało, że nie są kobietami w ciąży, tudzież weteranami wojennymi, oj wielu! Wchodząc do sklepu, w którym przestrzeni dużo nie było, ujrzeliśmy ładnie przygotowany wystrój, starannie ułożone plakaty i kody konkursowe, zaprezentowane dodatki, jak i sama edycja kolekcjonerska. Była imponująca, to trzeba przyznać. Nadchodzi nasza kolej. Siomer staje przy ladzie, wyciąga kartę, prosi o jego edycję. „Ten to ma farta” – przez myśl mi przeszło, gdy tylko ujrzałem wszystko to, co kolega dostaje wraz ze swoim zakupem. Koszulka, plakat i masa dodatków.
-Czy można prosić o plakat? – pytam uprzejmie, elokwentnie gestykulując, wymawiając wszystkie głoski z krasomówczą dokładnością.

-Nie. – Krótko odpowiada sprzedawca. Szczęka, gdyby tylko mogła, to opadła by mi z hukiem na ziemię. Ciesząc się, że nie posiadam takowej sztucznej, rozmasowałem rzuchwę. W głowie kołatał mi się paradoksalny związek hasła „Plakaty dla każdego!” z odpowiedzią sprzedawcy.

-Niestety nie wystarczy nam plakatów, dodajemy je tylko przy zakupie. – dodał po chwili.

-To może się dziać tylko mnie…

Godzina 00:20 – Nadszedł jeszcze bardziej wyczekiwany moment. Nie zastanawiając się wiele, rozsiadliśmy się na ławce przy Solidarności. Siomer na wariata rozrywa folię, strzępy rozrzuca na boki, a pudełko… Pudełko delikatnie otwiera. Słowa nie opiszą tego co było w środku. Silił się więc nie będę, zważając też na to, że pisaliśmy o tym wcześniej. Powiem krótko – zacząłem przez moment żałować, że nie zakupiłem takiej właśnie wersji. Wieczór minął. Może nie było fajerwerków, ale przynajmniej jeden z nas odszedł do domu zadowolony. Premiera była mimo to ciekawym zjawiskiem. Powiem więcej – było to zjawisko zjawiskowe. Myślałem, że pęknę ze śmiechu, gdy dziewczę pewne wychodząc z pobliskiego monopolowego, rzecze zamurowane – „Ich chyba wszystkich po***ało!”

Myślę, że miała rację. Ale to u nas trawa jest teraz bardziej zielona!

Podziel się tą informacją z innymi:
  • RSS
  • Google Bookmarks
  • Print
  • PDF
  • email
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Grono
  • Śledzik
Informacje o wpisie:
Autor publikacji: GambitDodano: 27 lipca 2010, 02:49
Tagi: , ,

Komentarze do publikacji: "Nocna premiera w Warszawie"

  1. Też byłem :) Niestety, tylko w charakterze kumpla człeka, co grę kupował, ale i tak było fajnie :) Czuło się powagę tej chwili… całe szczęście, że w pudełku był kod – niestety, wygląda na to, że dopiero po 10 rano będzie można aktywować grę :/

  2. A ja tam byłem miód i wino piłem, z Siomerem i Gambitem sercem byłem. Nie no żartuję, i tak nie chciało mi się zwlekać sprzed kompa, w końcu to o 22:00 zaczęły serwery europejskie działać :)

  3. Tja a ja zamówiłem preorder i dzisiaj telefon dostałem, „Przepraszamy Pana ale jakiś błąd w bazie danych wyszedł i nie wysłaliśmy gry do Pana, czy życzy sobie Pan jeszcze zrealizować zamówienie??” myślałem, że mnie krew zaleje po tych słowach. Człowiek cieszy się że dzisiaj grę dostanie i poklepie trochę a tu takie coś. Ehhh… żal po prostu.

  4. Zdarzają się niestety wpadki każdemu co nie oznacza, że przy takich produkcjach nie powinno mieć to miejsca i powinno to być uważane za priorytet.

Dodaj komentarz: